Powrót na górę strony

Korzyści:

Korzyści widoczne gołym okiem

Leczone zatoki leczą inne dolegliwości

Poprawa urody

Dodatkowe owoce USN

Muszę przejrzeć na oczy
Dostrzegłam również dzięki intensywnym poszukiwaniom, iż choroba jako taka posiada funkcję informacyjno - uzupełniającą. Informacyjną, bo informuje, że coś idzie niezgodnie z prawami przyrody, którym istota ludzka, jak by na to nie spojrzeć, podlega. A uzupełniającą, bo w przyrodzie wszystko, co zaobserwowałam, ma tendencję do uzupełniania brakujących do wzorca części, czasem w patologiczny sposób, jeśli w zwykły się nie da, po to, aby zamanifestować jednostkę w możliwie najpełniejszy sposób. Uzupełniania wzorca, matrycy, kodu bazowego, który zawiera informacje o tym, jak dana jednostka, w optymalnych warunkach, mogłaby się idealnie światu zaprezentować.

Natura tworzy coś w rodzaju zastępczego brakującego elementu lub symbolicznej blizny po czymś, co zniknęło, a było potrzebne do stanu równowagi.

Funkcja informacyjno - uzupełniająca moich polipów na zatokach, tak jak ją postrzegam, to nic innego jak:

część informacyjna - wyrażenie w fizycznej postaci, jako objawów chorobowych, błędnych, niezgodnych z prawami natury, decyzji o własnej osobie oraz informacja o prawie, jakie jest łamane (zajmuję sobie własną przestrzeń i oddaję ją w posiadanie obcym, tak jak dokładnie obrazują to polipy na zatokach), oraz, skoro brak jest manifestacji zajmowania przestrzeni życiowej w psychicznej rzeczywistości,  część uzupełniająca - uzupełnienie mojej istoty fizycznej w wymiar zajmowania przestrzeni życiowej. Żebym ten aspekt miała w ogóle urzeczywistniony.  

Innymi słowy, choroba “poinformowała” mnie za pomocą objawów (polipów na zatokach), że robię w życiu coś nie tak w kwestii zajmowania przestrzeni życiowej (korzystania z moich praw istoty żywej). To znaczy oddaję innym swoją przestrzeń, która jest mi niezbędna do życia.

A zatoki mi to pokazują jak na obrazku - nic, tylko spojrzeć i stwierdzić: Aha! I przejrzeć na oczy.
Polipy zajmują moją przestrzeń, bo ja nie zajmuję mojej prawidłowo
informacyjno - uzupełniająca funkcja choroby
A to łamie prawo równowagi w dawaniu i braniu
Więc zawsze wybieram innych, bo nie chcę się czuć winna
Zgadzam się na to, na co nie mam ochoty.
Dlaczego?
Polipy na zatokach pokazały mi, że moja przestrzeń, gdzie odbywa się przepływ niezbędnego mi do życia powietrza, została zajęta. Że dwa z moich pięciu zmysłów przestały funkcjonować. Że wytwarzana przeze mnie energia jest konsumowana przez twory pasożytnicze, które są ze mną zrośnięte. 

Nie od razu zauważyłam, gdzie moja przestrzeń życiowa jest przeze mnie oddawana na pasożytniczy użytek innym, w których momentach rezygnuję z własnych oczywistych praw. Oraz w jaki sposób się to odbywa. Czy dosłownie? Czy jak? Żyłam w takim układzie od zawsze i nie byłam początkowo w stanie wyekstrahować sytuacji wzorcowej z sytuacji bieżącej z prostego powodu - nie znałam punktu odniesienia w postaci sytuacji wzorcowej. Sprawiła to utrata mojego wewnętrznego połączenia z wzorcem, który ma wbudowany każda żywa istota, wedle której podejmuje (jeśli jest zdrowa) optymalne dla swojego życia decyzje. Jak go utraciłam? Nie mam pewności, a jedynie podejrzenia co do pewnych wydarzeń z przeszłości, nie to jednak chciałabym uczynić przedmiotem moich rozważań. I tak zresztą nie mam na przeszłość żadnego wpływu.

Pozostało jeszcze zrozumieć, co to znaczy “zajmowanie mojej przestrzeni” przez innych. Że co? Że ktoś śpi w moim łóżku? Je z mojego talerza? Chodzi w moim ubraniu? Też mogłoby tak być, choć u mnie aż tak dosłownie nie było, ale w tym przypadku chodziło o inne, bardziej subtelne kwestie.

Obrazowo rzecz ujmując, używając tu pewnej analogii, zauważyłam, że jeżeli pozwalam niezbyt subtelnemu gościowi rozsiąść się w moim domu i, choć targa mną wewnętrzny gniew, nie wypraszam gościa, oddaję mu do dyspozycji zasoby mojego domu i traktuję lepiej niż gospodarza tego domu - samą siebie, to łamię tu jakieś prawo natury. Czy to prawo jest znane i nazwane? Nie mam pewności. Niemniej, jeśli w podobny sposób postępuję w większości życiowych sytuacji, gdzie ktoś narusza moje prawo, a ja go nie bronię lub sama je oddaję, gdyż uważam, że komuś innemu, bardziej nim mnie się ono należy, rodzi się frustracja, z czasem gniew, a gdzy ten gniew nie przeradza się w czyn, rodzi się apatia. "Zgoda" na intruza w moim domu.

Zdrowa istota z reguły stosuje delikatne środki perswazji, a gdy to nie skutkuje, pozbywa się intruza siłą. Istota z uszkodzeniem, taka jak do tej pory ja, burzy się wewnętrznie i nic z tym wzburzeniem nie robi, tkwiąc w tej niewygodnej sytuacji. Z czasem przyzwyczaja się do tych uczuć i do takich decyzji. Nie wie, że mogłaby podejmować inne. Inne zresztą nie przeszłyby przez jej gardło. Każda taka decyzja zostawia swoje żniwo wszędzie. Nie widać tego żniwa po jednej takiej decyzji, ale po latach - i owszem. Polipy na zatokach jak malowane. Piękna manifestacja intruzów na własnym terenie, karmionych własną krwią.
Bo mam wirusa w moim oprogramowaniu
Jakiego?
Poczucie winy jak mam wybrać siebie
intruz w moim domu?
Polipy na zatokach dość łatwo można uznać za intruza we własnej przestrzeni. Nie ma tu żadnych wątpliwości, że nie powinno ich tam w zdrowym organizmie być.
Miałabym ochotę na bliższe przyjrzenie się tym życiowym regularnościom, czy przypadkiem nie mają wspólnego mianownika. Na wspólne poszukanie czegoś, co być może występuje jako element stały w każdej “polipowej” sytuacji. Być może jest to coś, co dałoby się uchwycić i głośno nazwać. Schemat szkodliwych dla siebie decyzji. W jaki sposób szkodliwych? Co to znaczy szkodliwych?... Może wysiłkiem wielu głów dałoby się stworzyć mapę ze wskazaniem obszarów wolnych od choroby i tych, które z dużym prawdopodobieństwem do niej prowadzą. Mój jeden konkretny, żywy przypadek oraz wiele takich, o których jedynie słyszałam czy czytałam, to za mało, żebym moje wnioski i ewentualny przekaz dla innych mogła poprzeć przekonującą ilością podobnych historii. Aczkolwiek, i stąd mój apel, mam silne co do ich słuszności przekonanie, i nie zdziwiłabym się, znalazłszy jego potwierdzenie w losach wielu podobnie jak ja udręczonych chorobą osób, gdyby tylko zechciały się podzielić swoimi życiowymi historiami.
Podejrzewam na podstawie moich obserwacji, że istnieją prawidłowości - psychiczne odpowiedniki, wszelkich chorób, prezentujących podobne zespoły objawów. Z dużym prawdopodobieństwem sądzę, że jakakolwiek choroba - zrozumiana - staje się niepotrzebna i zaczyna samoistnie ustępować. Choroba jest, nie tylko moim zdaniem, rezultatem postępowania wbrew prawom natury. Świadomie lub nie, sami “tworzymy” własne choroby, a nieznajomość tych praw nie zwalnia nas z konsekwencji ich łamania.
Jestem przekonana, że żadna ilość czasu poświęcona na poszukiwania, w którym miejscu i w jaki sposób “łamiemy prawo”, nie jest czasem straconym. Że skoro już na tę chorobę cierpimy, to warto jest znaleźć w niej sens, który ona ponad wszelką wątpliwość posiada. Poszukiwania sensu naszych schorzeń zmienią nasz status chorującego z nieszczęsnej ofiary bezlitosnego zrządzenia losu na aktywnego badacza prawdy o samym sobie. Szczególnie tej prawdy, że na własną chorobę mamy wpływ większy niż nam się cywilizacyjnie wydaje.

Kiedy już znalazłam sens i uświadomiłam sobie własną rolę we własnej chorobie, przeglądałam wszystko, co mogło mnie naprowadzić na jakikolwiek ślad prowadzący do rozwiązania, czyli jej zrozumienia. Po jakimś czasie zaczęłam dostrzegać analogię pomiędzy skutkami moich życiowych decyzji - wszelkiego kalibru, do objawów fizycznych - polipów. Bardzo mocno uderzyło mnie to podobieństwo. Ta symbolika, znacznie wykraczająca poza wymiar cielesny. Zaczełam postrzegać sytuację własnego ciała jako tą samą konstrukcję co moje własne schematy życiowe. W sensie respektowania przestrzeni. Zatoki, które tą przestrzeń dla mnie reprezentują w wymiarze cielesnym oraz respektowanie praw człowieka i przestrzeni osobistej w wymiarze psychicznym. Dokonałam dla siebie samej ekscytującego odkrycia, że ciało jest fizycznym odzwierciedleniem tego jak w życiu traktuję własną przestrzeń (moje niezbywalne podstawowe prawa ludzkie) i jak pozwalam na to, aby moja przestrzeń była traktowana przez innych.
Bardzo jestem ciekawa czy ktokolwiek, kto czyta te słowa, a choruje na podobne schorzenia, ma schemat podejmowania decyzji w życiu podobny do tego, który miał - zdaniem mojej hipotezy - wpływ na moją chorobę.

Szersza optyka choroby - symbolika zatok

Moja hipoteza - zatoki odzwierciedlają sposób zajmowania przeze mnie przestrzeni w życiu
Healing by Force of Nature
Agnieszka Matysiak